G-Bob – pasja i zaangażowanie w służbie graczom

Słowo wstępu

Na stronie lab-kuzniewski.pl rzadko recenzujemy akcesoria, ale w tym przypadku nie mogliśmy przejść obojętnie obok zaproponowanego do testu sprzętu. G-Bob - kontroler gier, który zastępuje praktycznie całą lewą część klawiatury wykorzystywaną do wirtualnych rozgrywek - rozbudził naszą ciekawość.

"Kontroler? Nie kolejna rewolucyjna klawiatura? Nie super-zaawansowana mysz? Nie kolejna wariacja pada oparta na tym od Xboxa lub PS4?" Takie pytania jako pierwsze przychodzą do głowy, gdy mowa o G-Bobie. Bez zwlekania przystąpiliśmy do testów i tak oto rozpoczęła się, teraz już spokojnie można to stwierdzić, przyjemna podróż z G-Bobem przez pola bitew w World of Tanks, porośnięte gęstym kwieciem łąki Toussaint w najnowszym dodatku do Wiedźmina 3 oraz marsjańską bazę w najnowszym Doomie.

Obudowa i solidność wykonania

Jak wygląda G-Bob? Właściwie trochę jak… przerośnięta mysz komputerowa. To oczywiście bardzo duże uproszczenie, lecz takie właśnie skojarzenie pojawiło się jako pierwsze. Nie bez powodu, gdyż dostosowanie urządzenia do kształtu dłoni wymusiło właśnie taki kształt. Urządzenie już swoją sylwetką daje jasno do zrozumienia, że ergonomia dłoni była najistotniejszą kwestią dla projektantów, co potwierdza chociażby wycięcie mające zapewnić wygodne podparcie dla nadgarstka.

 

 

G-Bob praktycznie w całości wykonany jest z matowego, dość przyjemnego w dotyku tworzywa. Nie jest ono twarde, więc nasza dłoń może spoczywać na nim wiele godzin bez poczucia dyskomfortu. Po bokach umieszczono czerwone wstawki (dostępne są również wersje z detalami szarymi oraz czarnymi), w których wycięte są boczne klawisze (dwa dla małego palca oraz aż pięć dla kciuka). Te elementy również dobrze spasowane są z resztą urządzenia. Najważniejszą częścią G-Boba jest jego przód, gdzie znajdziemy aż 13 przycisków, które odpowiadają poszczególnym klawiszom. Jeżeli ktoś myśli, że wśród nich jest WSAD, to jest w błędzie. Klawiszy kierunkowych nie ma, gdyż aby poruszyć się postacią lub pojazdem, wystarczy manipulować w odpowiednich kierunkach kontrolerem, przesuwając nadgarstkiem w przód i w tył lub obracając go na boki. Nie trzeba mieć obaw, że zbyt gwałtowny lub mocny ruch spowoduje, że G-Bob nam się przesunie. Zapobiega temu pianka, którą wyścielono spód urządzenia. Jedynie na bardzo gładkiej powierzchni gadżet miał tendencję do niewielkiego przesuwania się.

Same klawisze, ich układ oraz sposób osadzenia w obudowie kontrolera początkowo mogą budzić kontrowersje. Otóż nie są to idealnie wycięte prostokąty lub kwadraty rozmieszczone równo i symetrycznie na krzywiźnie obudowy. Przyciski osadzono nieco poniżej poziomu obudowy, co oznacza, że każdy jest otoczony cienką ramką. Początkowo decyzja o takim zainstalowaniu przycisków wydawała nam się niezrozumiała, ale po pewnym czasie używania G-Boba nie mogliśmy wyobrazić sobie, żeby klawisze były bardziej wypukłe. Takie osadzenie klawiszy spowodowało bowiem, że opuszki palców lekko i wygodnie mogą na nich spoczywać - bez lęku, że za chwilę przypadkowo wciśniemy niepożądaną komendę. Bardzo prosty, ale za to niezmiernie skuteczny zabieg.

 

 

Klawisze działają bardzo lekko, a ich klik jest na tyle wyraźny, że nie można mieć wątpliwości, czy trafiliśmy w przycisk. W dodatku kliknięcie jest cichsze niż w większości obecnych na rynku myszkach, więc nie powinno przeszkadzać osobom przebywającym z graczem w tym samym pomieszczeniu. Tworzywo, z jakiego zostały wykonane, jest równie przyjemne w dotyku co obudowa i świetnie pasuje do całości estetyki gadżetu.

"Niebrzydka rzecz, ale czy ma jakieś zastosowanie praktyczne?"

Obsługa G-Boba jest niezmiernie prosta, gdyż aby móc wypróbować urządzenie, wystarczy… wpiąć je do portu USB. Tylko tyle. Nie trzeba go konfigurować ani instalować sterowników. Urządzenie działa na zasadzie Plug & Play i jest rozpoznawane przez system Windows jako dodatkowa klawiatura, co daje mu także pełną kompatybilność z każdą grą.

Urządzenie ma domyślnie przypisane funkcje do poszczególnych klawiszy. W pudełku z urządzeniem znajdziemy krótką i zwięzłą instrukcję obsługi z rozpiską wyjaśniającą, gdzie mamy Shift, gdzie spację itd. Jeżeli jednak układ zaproponowany przez producenta nam nie odpowiada, możemy go zmienić w menu wybranej gry, tak jak to robimy w przypadku zwykłej klawiatury. Za tak proste i intuicyjne rozwiązanie tej kwestii należy się pochwała.

Ingaco wykonało ukłon w stronę użytkownika, dodając do pudełka z urządzeniem kolorowe karty, na których sami możemy zapisać sobie naszą własną konfigurację, którą stworzyliśmy dla danej gry. Jeżeli karty nam się skończą, możemy wydrukować sobie kolejne. Plik znajduje się na stronie producenta, a w celu oszczędzania naszych tonerów i tuszów, przygotowany jest w odcieniach szarości (nie licząc kolorowego logo urządzenia i firmy Ingaco).

 

 

Gramy!

Na stronie producenta możemy znaleźć zdanie mówiące, że G-Bob sprawdzi się najlepiej w RPG-ach oraz różnego typu strzelankach (w tym sieciowych). Sprawdziliśmy to na własnej skórze. Na pierwszy ogień poszedł nie kto inny jak Geralt z Rivii. Początkowe nieśmiałe spacery po zielonych wzgórzach Księstwa Toussaint w celu zapoznania się urządzeniem już po kilkunastu minutach przerodziły się w poszukiwania najbliższego obozowiska bandytów. Mniej więcej w tym momencie zauważyliśmy, że zmianę sterowania trzeba dobrze przemyśleć, tak żeby w trakcie dynamicznych starć umieć odnaleźć się wśród wszystkich dostępnych przycisków. W przypadku Wiedźmina 3 najpotrzebniejsze funkcje zostały przypisane do przednich klawiszy (wybór broni, eliksiry, znaki, ekwipunek, interakcja), a przyciski pod kciukiem zostały niezmienione. Mniej ważne klawisze (przywołanie Płotki itp.) przesunięte zostały do ostatniej linii przycisków. W tak przemyślanej konfiguracji dość szybko można się do G-Boba przekonać. Przy ustawieniu domyślnym, które między innymi pozbawione jest przycisku odpowiedzialnego za interakcję, granie było dość utrudnione, ale po poświęceniu kilku chwil na zmianę sterowania przyjemność z rozgrywki znacząco wzrosła.

Podobnie rzecz wyglądała w World of Tanks. Przy tym tytule również należało chwilę pomyśleć nad optymalnym rozłożeniem funkcji przycisków. Najwięcej czasu zajęło najwygodniejsze rozłożenie komend odpowiedzialnych za naprawianie uszkodzonych elementów pojazdu oraz leczenie naszych pancerniaków. Kciuk za to obsługiwał klawisz celowania, automatycznej jazdy do przodu i do tyłu. W takim ustawieniu grało się przyjemnie. Dodatkowo sterowanie KV-3 przy pomocy ruchu ręką w przód i w tył dodawało rozgrywce nieco smaczku.

 

 

Pozytywnie zaskoczyła nas wygoda sterowania w pierwszoosobowych strzelankach. Testując możliwości G-Boba w najnowszym Doomie, byliśmy zaskoczeni bardzo szybką reakcją urządzenia na ruch - w mniej dynamicznych grach nie dało się tego aż tak odczuć. W tej produkcji domyślnie ustawiona konfiguracja sprawdzała się najlepiej i naprawdę miało się wrażenie, że wszystko jest, dosłownie i w przenośni, pod ręką (chociaż i tak nie obyło się bez małych modyfikacji).

Jak są ogólne wrażenia z używania G-Boba? Mimo początkowo dość sceptycznego podejścia do korzystania z kontrolera (kilkanaście lat gry na klawiaturze ma w tym swój udział), to po kilku sesjach korzystania z G-Boba byliśmy w stanie uwierzyć w zapewnienia producenta o tym, że zdecydowana większość osób korzystających z tego akcesorium nie chciała wrócić do klasycznego sterowania za pomocą zestawu myszka + klawiatura lub pada. G-Bob jest po prostu… wygodny. Należy jednak zwrócić uwagę, że dość spore wymiary urządzenia powodują, że z jego ergonomii będzie ciężko korzystać osobom o nieco mniejszych dłoniach.

 

Podsumowanie

Po testach możemy stwierdzić, że kontroler G-Bob jest gadżetem, do którego warto się przekonać. Mimo że jego estetyka nie każdemu może przypaść do gustu, to jednak wygoda, prostota i intuicyjność pozwalają na trwającą wiele godzin komfortową rozgrywkę. Tak naprawdę jedyne co trzeba zrobić, to poświęcić 3-4 godziny na przyzwyczajenie dłoni do nowego typu sterowania oraz chwilę zastanowić się nad mapowaniem klawiszy w grze, w którą mamy ochotę zagrać.

Poza tym przyjemnie jest patrzeć i korzystać z dzieła kogoś, kto przez parę ostatnich lat z uporem projektował, budował, poprawiał i modyfikował wymyślone przez siebie urządzenie. Wszystko po to, aby maksymalnie uprzyjemnić graczom czas spędzony przed monitorem.

 

Pełna oferta kontrolera G-Bob w sklepie GameRagon.pl

gameragon_sklep


Komentarze