IFA 2026 – od rozwijanych laptopów po humanoidalne roboty. 30 najciekawszych technologii
7 września 2026 | Zespół lab-kuzniewski.plRayNeo
RayNeo iO - smart-okulary bez kamery. I właśnie na tym polega pomysł
Większość inteligentnych okularów zaczyna swoją prezentację od kamery. RayNeo zrobiło coś odwrotnego: iO kamery nie mają w ogóle.
Zamiast tego w przezroczystych szkłach wyświetlany jest monochromatyczny, zielony obraz MicroLED o polu widzenia 23,5°. Może pokazywać pogodę, kalendarz, powiadomienia, wskazówki nawigacyjne, transkrypcję rozmowy, tłumaczenie czy tekst telepromptera. Całość waży tylko 33 gramy, czyli niewiele więcej niż zwyczajne okulary korekcyjne.

Obsługę zapewnia głos, ruchy głowy oraz Smart Crown - fizyczne pokrętło na zauszniku przypominające rozwiązanie z Apple Watcha. AI może też tworzyć notatki ze spotkań i podsumowania nagrań, a funkcja Lifelog budować chronologiczną historię dnia. RayNeo AI i Gemini są dostępne w podstawowym pakiecie, natomiast część pozostałych modeli wymaga subskrypcji.
I tutaj pojawia się bardzo ciekawa kwestia prywatności. Brak kamery rzeczywiście usuwa największy społeczny problem smart-okularów - osoba stojąca naprzeciwko nie musi zastanawiać się, czy właśnie jest filmowana. Ale iO nadal dysponują czterema mikrofonami, czujnikiem przewodnictwa kostnego i funkcją długotrwałego zapisywania rozmów. Kamerę usunięto więc z równania, ale problem prywatności nie znika całkowicie - po prostu zmienia formę.

iO są już normalnym produktem rynkowym. Europejska sprzedaż ruszyła 4 września, a cena wynosi obecnie 499 euro. Producent deklaruje do dwóch dni typowego użytkowania, około 18 godzin ciągłego nagrywania oraz 6,2 godziny tłumaczenia.
Pierwsze testy są ciekawe, bo pokazują zarówno ogromny potencjał, jak i problem, którego specyfikacja nie zdradza. The Ghost Howls chwali bardzo dobrą czytelność HUD-u oraz niską masę, ale po około 90 minutach ciągłego noszenia autor odczuwał ucisk przy uszach i na nosie. Dla urządzenia reklamowanego jako całodzienny kompan jest to rzecz absolutnie kluczowa.

Czy mają sens? Moim zdaniem zdecydowanie większy niż okulary próbujące jednocześnie być GoPro, słuchawkami, asystentem AI i goglami AR. iO mają dość wąsko określoną funkcję: wyświetlać małe porcje informacji bez wyciągania telefonu. Jeżeli ergonomia wytrzyma całodniowe użytkowanie, może to być bardzo sensowny kierunek rozwoju wearables.
RayNeo GT Max - 267-calowy ekran, który mieści się w kieszeni
GT Max idzie dokładnie w przeciwną stronę niż iO. Nie udaje normalnych okularów i nie próbuje towarzyszyć użytkownikowi przez cały dzień. Jego zadanie jest prostsze: zamienić smartfon, handhelda albo laptopa w prywatne kino.
Okulary ważą około 78 gramów i wykorzystują Micro-OLED-y Full HD pracujące do 120 Hz. Najważniejszą zmianą jest szerokie, 59-stopniowe pole widzenia, dające w standardowym ustawieniu efekt około 267-calowego ekranu. Można także wybierać warianty 227 i 307 cali.

Dwa wyspecjalizowane układy odpowiadają osobno za generowanie obrazu oraz śledzenie ruchów głowy 3DoF, dzięki czemu ekran może pozostać „przypięty” do określonego miejsca w przestrzeni zamiast cały czas podążać za wzrokiem użytkownika.
Audio rozwiązano równie ambitnie: cztery głośniki zostały dostrojone wspólnie z Bang & Olufsen, a system Whisper Mode ma ograniczać ilość dźwięku słyszanego przez osoby siedzące obok.

RayNeo mocno promuje też Dolby Vision, ale tu trzeba postawić gwiazdkę: pełna obsługa wymaga dodatkowego urządzenia Pocket TV Pro. Same okulary podłączamy przewodem USB-C do źródła obrazu - smartfona, laptopa lub konsoli obsługującej DisplayPort Alt Mode. Nie są więc samodzielnym komputerem AR.
GT Max są już dostępne. Europejska cena wynosi obecnie około 459 euro, natomiast w USA sprzęt kosztuje około 399-429 dolarów.

I tutaj reakcja branży jest wyjątkowo mocna. TechRadar po hands-onie napisał wręcz, że GT Max mogą zostać jego nowymi ulubionymi okularami XR i zwrócił uwagę, że oferują część możliwości droższych XREAL One Pro za wyraźnie mniejsze pieniądze. Urządzenie trafiło również do zestawienia Best in Show IFA 2026.
Pierwsi użytkownicy wskazywali jednak na problemy z black crush i ostrością tekstu; część niedoskonałości obrazu została już złagodzona aktualizacjami firmware'u.

Czy to gadżet? Oczywiście. Ale gadżet z bardzo czytelnym zastosowaniem. W pociągu, samolocie czy hotelu możliwość podłączenia handhelda i uzyskania prywatnego, ogromnego ekranu nie jest już jedynie efektem „wow”. Pod warunkiem, że jesteśmy gotowi wyglądać jak człowiek, który właśnie dostał przesyłkę z roku 2037.
Spis treści




